Związki zawodowe – w służbie pracowników czy działaczy?

Związki zawodowe mają w Polsce bogatą tradycję. Wystarczy wspomnieć znaną wszystkim Solidarność, która na całym świecie stała się symbolem walki robotników z komunizmem. Od tego czasu minęło już jednak ładnych kilka lat, a działalność współczesnych związków zawodowych coraz częściej poddawana jest krytyce.

Tym razem podjął się jej Eryk Stankunowicz, pierwszy zastępca redaktora naczelnego magazynu Forbes. W ostatnim/jednym z ostatnich felietonów zwraca on uwagę głównie na rolę tzw. „sipowców”, czyli społecznych inspektorów pracy, działających na mocy ustawy z 1983 roku. Działacze, których zadaniem miało być dbanie o zachowanie odpowiednich warunków pracy w zakładach, w praktyce są obecnie nieusuwalnymi „świętymi krowami”, których obecność blokuje zatrudnianie nowych pracowników.

Mimo że Stankunowicz porusza w swoim felietonie wprawdzie zaledwie kilka kwestii odnoszących się do funkcjonowania związków zawodowych, to jest to dobry przyczynek do szerszej dyskusji na ten temat. Zdarza się, że np. w małych przedsiębiorstwach (rzadziej w średnich, gdzie kadra pracownicza liczy między 50-250 osób) istnieje możliwość zakładania “nowoczesnych” związków zawodowych. Do ich rejestracji potrzeba tylko 10 pracowników, ale pracownicy nie mają świadomości, że mogą się w ten sposób skutecznie grupować się i stanowić “siłę”.

Więcej na:
http://www.forbes.pl/stankunowicz-czas-zrezygnowac-z-ochrony-dzialaczy-zwiazkowych,artykuly,181499,1,1.html



 
W Polsce mniej korzystnie niż… w Botswanie

Wielokrotnie już wspominałem, że polski system podatkowy daleki jest od doskonałości. Przykład? Podatek dochodowy od osób fizycznych. Jego obecna stawka w wysokości 18% (przy zarobkach do 85 528 zł w skali roku) nie odbiega wprawdzie zbytnio od tych obowiązujących w wielu innych krajach europejskich. Jednakże kwota wolna od tego podatku zwolniona, zmusza do głębokiego zastanowienia. Wynosi ona raptem 3091 zł w skali roku – dla porównania, wspomniana kwota zwalniająca od płacenia podatku w Polsce jest wartością nieporównywalnie niższą niż w innych krajach europejskich – w Finlandii wynosi 67 137 zł, w Wielkiej Brytanii – 50 600 zł, a w Austrii – 45 870 zł. Jak pokazują przytoczone przykłady, w innych krajach kwota zwolnienia jest na tyle wysoka, aby chronić najuboższe warstwy społeczeństwa. Oczywiście, możecie mi Państwo zarzucić, że nasz kraj jest przecież słabiej rozwinięty gospodarczo od bogatego zachodu Europy, mamy słabszą walutę, a niższa kwota zwolniona z opłat jest tego kolejną konsekwencją. Argument ten ciężko jednak obronić po analizie sytuacji w takich krajach jak Tanzania, Botswana czy Namibia… Tak – tam też kwota wolna od podatku jest wyższa – odpowiednio: 7408 zł, 12 384 zł i 14250 zł (www.worldwild-tax.com)

Pojawiło się jednak światełko w tunelu (choć to na pewno nie rewolucja), o którym to na łamach Dziennika Gazety Prawnej wspomniał wicepremier Janusz Piechociński. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku ma być receptą rządu na niewielką waloryzację emerytur, spowodowaną niską inflacją. Cóż, każdy powód jest dobry, byleby w rękach obywateli zostawało jak najwięcej pieniędzy.

Wstęp dotyczy gospodarczego konfliktu na linii Rosja-UE, a pod koniec rzeczony fragment:
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/816515,piechocinski-mniejsze-podatki-zamiast-waloryzacji-emerytur.html

 
Na koniec o superprzedsiębiorcach

Różnego rodzaju zestawienia typu 100 najbogatszych Polaków, 50 najlepiej zarabiających sportowców czy 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej są lubiane przez czytelników. Zatem omówmy listę 1000 “super-przedsiębiorców”. Znajdziemy na niej kilka osób z Polski (wszyscy pochodzą z pierwszej przytoczonej przeze mnie listy). Niemniej jednak istotniejsze są wnioski, jakie można wyciągnąć z przytaczanych wypowiedzi wyróżnionych osób. Artykułowi nadany został tytuł: “Dlaczego w Polsce mamy tak mało miliarderów?”, a tu dwa wybrane fragmenty: Z raportu CPS wynika jasno, że wysokie podatki zabijają przedsiębiorczość. To czytelny sygnał dla rządów, które poprzez politykę podatkową mogą pomagać lub dławić super-przedsiębiorców, odstraszając tego typu biznesmenów od zakładania firmy w danym kraju. Śmiem twierdzić, że nie tylko super-przedsiębiorców, ale także i gros MŚP będących motorem napędowym gospodarek. I dla potwierdzenia kolejny fragment: Najbogatszy Polak Jan Kulczyk wielokrotnie powtarzał, że najważniejszymi czynnikami, które czynią dany kraj atrakcyjnym dla biznesu, to niskie i proste podatki i przejrzyste prawo. Również Zygmunt Solorz-Żak uważa, że wysokość podatków jest poważną barierą. W 2003 r. wyznawał w „Polityce”: „gdyby w Polsce podatki były niższe, to bym je wszystkie chętnie płacił”.

Zapraszam do dość ciekawej lektury: http://www.biztok.pl/biznes/dlaczego-w-polsce-mamy-tak-malo-miliarderow_s16192

ZOSTAW ODPOWIEDŹ